Jeszcze nie skończyliśmy poprzedniego posta a tu już trzeba dodać nowego wiedząc że zrobi sie bałagan...
Ale to nic, nie pierwszy i nie ostatni.
21 czerwiec. Pojechaliśmy do Aix-les-Bains, czyli takiego malowniczego miasteczka nad największym naturalnym jeziorem we Francji, żeby się poopalać i posłuchać dobrej muzyki. A było w czym wybierać gdyż w praktycznie każdej kawiarni, restauracji, przy deptaku i na plaży były ustawione sceny na których odbywały sie koncerty muzyki przeróżnej, czyli od jazzu po hip-hop, przez naprawde bardzo dobry rock.
No i właśnie przy dobrej rockowej......nie nie_ inaczej, BARDZO DOBREJ, CZADOWEJ, ROCKOWEJ kapeli spędziliśmy najwięcej czasu. Bo najpierw trzeba było wybrać przy kim warto sie ustawić. A tu jeszcze można było przy okazji spożyć napój bogów, ale tym razem nie był to sponsor naszego programu. :-)
To część tego Czadu :-)
Potem o trzeciej rano spacer nad jeziorem.
A rano słońce, 35 stopni w cieniu...
Kobieta z owocem w ręku.Impresja nad brzegiem jeziora.
...i żaglówki dookoła
troszkę zmęczona:)
1 komentarz:
Miluśkie fotki, zwłaszcza te z woda ;)
Prześlij komentarz